
W ostatnich latach wyraźnie zarysował się trend skrócenia procesów rekrutacyjnych w firmach. Widać to choćby po tym, że coraz mniej pracodawców oczekuje od kandydatów przesłania listu motywacyjnego, poprzestając jedynie na wymaganiu CV. Jeśli masz podobne podejście, a mimo to część kandydatów poświęciła czas na przygotowanie listów motywacyjnych, to warto zaliczyć im to na plus i zadać sobie trud przeczytania tych listów. Dlaczego? Oto kilka argumentów.
Napisanie listu motywacyjnego, zwłaszcza obszernego, zajmuje sporo czasu i nie jest takim prostym zadaniem. Skoro kandydat się na to zdecydował, choć pracodawca tego nie wymagał, to możesz już wstępnie założyć, że masz do czynienia z osobą obowiązkową, rzetelną, pracowitą, czyli mającą bardzo wartościowe i coraz rzadsze cechy. Takich osób wcale nie ma na pęczki, stąd warto traktować ich podania priorytetowo.
Bardzo trudno jest znaleźć pracowników, którzy w 100% spełniają Twoje wymagania i mogą to potwierdzić na poziomie CV (chociażby poprzez wykazanie doświadczenia zawodowego, wykształcenia etc.). List motywacyjny służy udowodnieniu pracodawcy, że nawet jeśli kandydat ma jakieś braki kompetencyjne, to jest w stanie je szybko uzupełnić lub zaoferować coś w zamian.
Przykładowo: szukasz osoby mającej doświadczenie w sprzedaży? Kandydat, który nigdy nie pracował w takim charakterze, w liście motywacyjnym może się powołać na swoje wysokie kwalifikacje interpersonalne, nabyte chociażby w trakcie prowadzenia szkoleń.
Tutaj prosty przykład: otrzymując list motywacyjny wrzuć go do dowolnego AI-checkera dostępnego w Internecie. Sprawdzisz w ten sposób, czy list rzeczywiście został napisany przez kandydata, czy może jednak został w całości wygenerowany przez sztuczną inteligencję. W tym drugim przypadku od razu wiesz, że nie warto zaprzątać sobie głowy tą kandydaturą, skoro potencjalny pracownik już na tym etapie wykazuje się skrajnym lenistwem.